Mogę porównać życie kobiet na przestrzeni lat, powiedzieć wszystko o zabobonach, wygłosić rozprawkę na temat sportów ekstremalnych, dać rady na różne dolegliwości żołądkowe, opowiedzieć o dniach dziedzictwa kultury we Francji i w Krakowie, a to wszystko w odpowiednim języku, ale nie potrafię się zmobilizować, by w ciągu całego wolnego dnia (patrz: dziś) znaleźć odpowiednią ilość czasu na naukę kombinatoryki. Chyba polegnę.
Moje życie przepełnione jest myśleniem o maturze, o szkole i nauce. Zdaje mi się, że to podchodzi pod jakąś psychozę. Żeby było zabawniej, ja w dalszym ciągu mniej robię, niż mówię. Spróbuje się jakoś ogarnąć, a jak nie zdążę, to zostanę największym gamoniem na świecie. Amen.
(Trochę we mnie frustracji związanych z tym tematem siedzi, owszem. A przy kolejnym pytaniu o kierunek studiów – zabiję, tym razem naprawdę.)
I Mikołaj do mnie w tym roku tez nie przyjdzie. Huh.