Październik 26th, 2010 § 2 komentarzy
Chyba nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć.
Mistrzyni krótkiej formy blogowej.
Październik 21st, 2010 § Dodaj komentarz
Jak to się dzieje, że moja ulubiona dotychczas jesień, przynosi mi same rozczarowania? Przecież to miała być ta piękna pora roku.
Uczucia opadają wraz ze złotymi liśćmi.
Wrzesień 24th, 2010 § 1 komentarz
Ledwo pierwsze dni jesieni zaczęły nas rozpieszczać, a już synoptycy zwiastują nadejście ponurego niżu znad Wysp Brytyjskich. Dobry nastrój zacznę podtrzymywać muzyką, bo jak inaczej sobie poradzić, gdy za oknem słota? Choć pewnie, prędzej, czy później dorwie mnie moja jesienna playlista. Ah, i na pewno nie obędzie się bez jesiennej grafomanii. Shame. Więc kończę. Au revoir.
Wrzesień 10th, 2010 § Dodaj komentarz
Zdradziecką okazała się ta pogoda, którą tyle zachwalałam. Zaledwie po kilku dniach pełnych słońca pojawił się deszcz, a wraz z nim moje przeziębienie. Spędziłam więc kilka dni wylegując się w łóżku pod pretekstem kuracji. Nadal dużo czytam i coraz więcej czasu poświęcam na rozmyślanie o mojej przyszłości. Nie wiem, jak będzie wyglądało moje studenckie życie, ale nie da się ukryć, że mam wielkie plany. Zaczęłam nawet szukać zleceń związanych z pisaniem recenzji, ale póki co, pracodawcy oferują tylko darmowe staże. Niestety, w ciągu roku akademickiego nie będę mieć na tyle motywacji, aby regularnie pisać teksty na narzucony mi przez kogoś temat. Wolę je sama wybierać. Na razie poświęcam się ćwiczeniu umiejętności pisarskich, jeśli chodzi o opiniowanie czytanych przeze mnie książek, a co dalej z tego wyjdzie – zobaczymy.
Wrzesień 6th, 2010 § Dodaj komentarz
Zbliża się koniec najdłuższych wakacji mojego życia, a ja nie mogę się pozbyć natrętnej myśli, że zmarnowałam ten długi czas, w którym miałam do zrobienia tyle rzeczy. Tyle zaległości nazbieranych w klasie maturalnej, które miały zaowocować właśnie w tym czasie. Po cichu się usprawiedliwiam, że przecież pracowałam miesiąc. Miesiąc! W porównaniu do czasu, który spędziłam nic nie robiąc, wydaje się to zaledwie kroplą w morzu. Z drugiej strony wreszcie mogłam oddać się błogiemu lenistwu z książka w ręce, którego ostatnimi czasy tak bardzo mi brakowało. A najlepszym w tym wszystkim był brak wszechobecnego stresu. Nigdzie się nie spieszyłam, chodziłam wieczorami do kina, popołudniami spotykałam się z przyjaciółmi (choć tak naprawdę te spotkania stanowią znikomy procent czasu), gotowałam, czytałam nierzadko do 5 rano fascynującą powieść, przez którą zatracałam poczucie czasu.
Teraz trochę się boję tego powrotu. Ten czas zleciał tak szybko. Gdy rano obudziły mnie wpadające przez okno promienie słoneczne, a po otworzeniu okna otulił rześki, świeży wiaterek poczułam w powietrzu nadchodzącą wiosnę. No właśnie. Wiosnę. Nie mogę się pogodzić z tym, że słońca teraz będę widzieć coraz mniej i coraz krócej. Jestem istotą ciepłolubną, dlatego nawet upały były dla mnie lepsze, niż gruba warstwa chmur i deszcz. Oby jesień dała mi skosztować jeszcze wrześniowego ciepła i niezbyt szybko zatonęła w pochmurnym i deszczowym listopadzie.
Lipiec 22nd, 2010 § Dodaj komentarz
Została Pani zakwalifikowana do przyjęcia na studia – kierunek Turystyka i rekreacja, Kraków
Lipiec 18th, 2010 § Dodaj komentarz
Zmęczona obecnością na portalach społecznościowych, uznawanych za powszechne zło, powtarzalnością komixx’ów, i nudą demotywatorów (yay,nie mam życia), coś mnie tknęło, żeby ożywić trochę zaniedbanego bloga.
I oto powracam w różach i łososiach, bardziej kobieco, niż mroczno.
Miesiąc intensywnej pracy to dość, więc teraz zamierzam wrócić do naMOLnego czytania książek i leniwych poranków. Porzuciłam głośne towarzystwo, zaczynam wracać do fotografii, a wieczory poświęcam książkom, przy kubku herbaty i zmartwieniach. Tak spędzam najdłuższe wakacje mojego życia.
Żłaje noel, merde.
Grudzień 24th, 2009 § Dodaj komentarz
Podsumowując pierwszy dzień świąt – kolację wigilijną:
*umierałam z głodu cały dzień, na dodatek kolacja spóźniła się 1,5 h,
*prawie straciłam aparat,
*aparat, choć żywy, śmierdzi kompotem z suszonych śliwek,
*zostałam zalana kompotem (w towarzystwie w/w aparatu),
*kłótnia rodzinna, choć w wersji light – zaliczona,
*hałas, harmider, pokazy wokalno-akordeonowe i dzikie krzyki grona dzieciaków,
*a cały dzień ukoronowany bólem głowy.
Wesołych Świąt!
Bo moje to porażka. Za rok jadę w jakieś tropiki, bo nawet śniegu teraz nie ma. To wszystko, to jakaś ironia losu.